Welcome.
Jako osoba odwiedziłeś Demonique. Jeśli masz ochotę dotrzeć do menu, linków i spisu treści lub przeczytać o opowiadaniu i jego bohaterach, zapraszam tutaj.

Info.
Pod tym linkiem znajdziecie tła mojego wykonania.

Demonique.
Demonique?
Błędy postrzegam pozytywnie jako zdobywanie doświadczenia, okazję do nauki i lepszego działania następnym razem.

Serdecznie zapraszam na:
WWW.VERSALON.MOJEFORUM.NET
Obecnie mam jeszcze dwie wysokie rangi do przyznania... ;] Zajrzyjcie, proszę^^

Rozdział I do poprzedniego prologu niestety pojawi się z lekkim opóźnieniem... (gdyż obiecała go na ten tydzień...) ...ale z pewnością się pojawi.

No a ten prolog... To tylko tak, o, bo mi się nudziło ;]

Prolog 0.0

Minął rok odkąd Lily dowiedziała się, że jest czarownicą. Rok, odkąd poznała Severusa Snape'a - niskiego, żylastego chłopca o cerze koloru ziemi. Rok, od czasu, kiedy zaczęła się ich przyjaźń – ich, chłopca, który często opuszczał swój rodzinny dom, by kryć się przed awanturniczym ojcem oraz dziewczynki, której marzycielskie zielone oczy zawsze błyszczały, gdy słyszała od niego o czarodziejach i magii.
A od tamtego czasu codziennie opowiadał jej o ich życiu. O ich wyszukanym ukrywaniu się przed mugolami, jak określił nie czarodziei, oraz o różnych magicznych instytucjach czy rzeczach. A Lily słuchała go, słuchała z wypiekami na różanych policzkach, co jeszcze bardziej podkreślało jej rdzawe włosy, dając niesamowity efekt. Magia. Różdżki. Nie mogła uwierzyć, że pójdzie do szkoły, gdzie będą ją uczyli posługiwać się nią!
Szkoła Magii i Czarodziejstwa…
Hogwart.
Dokładnie trzydziestego pierwszego lipca ktoś zapukał do drzwi. Ktoś - czarodziej. Lilyanne poderwała się z fotela, w którym siedziała już od godziny, obgryzając paznokcie ze zdenerwowania i pobiegła je otworzyć. Tak, to na pewno była czarownica. Lily wstrzymała oddech, kiedy jasnowłosa kobieta, w długim szarym płaszczu, uśmiechnęła się do niej.
- Czy są rodzice w domu? – zapytała, na co Lily kiwnęła głową, nie mogąc wydusić z siebie słowa przez nerwy. – Zaprowadzisz mnie do nich? – uśmiech kobiety poszerzył się odrobinę.
- Taak… - przełamała się dziewczynka i wpuściła kobietę do środka. Obie ruszyły w stronę kuchni, gdzie w tamtej chwili znajdowała się matka Lily – Eve Evans.
- Nazywam się Jessica Lewis – przedstawiła się kobieta, wyciągając rękę na przywitanie. – Czy mam przyjemność z panią Evans?
- Owszem, to ja – odpowiedziała matka rudowłosej osóbki, odwzajemniając uścisk kobiety. – W czym mogę pomóc?
- Czy możemy gdzieś usiąść? Mam pani…. Państwu – poprawiła się, kiedy ujrzała wchodzącego do kuchni pana Evans’a – do przekazania bardzo ważną sprawę.
W tym momencie rodzice Lily dowiedzieli się o jej prawdziwym powołaniu. Ich córka miała być szkolona na czarownicę! Byli z niej naprawdę dumni. Tę chwilę szczęścia zepsuło jednak przybycie ich starszej córki Petunii. Kiedy ona dowiedziała się, gdzie Lily się wybiera wpadła w szał i od tamtej pory rzadko co odzywała się do siostry. Rodzice mieli nadzieję, że minie jej to, ale przecież nadzieja matką głupich. Do wyjazdu siostry była bardziej opryskliwa niż zawsze oraz niemiła. Choć Lily troiła się i dwoiła, by się z nią pogodzić – nie udało jej się to.
Ich ostatnie spotkanie było jeszcze gorsze od innych. Lily wsiadając do pociągu miała łzy w oczach, a kiedy zajęła jakiś przedział, wprost zalała się nimi. Nie zwracała na nikogo uwagi, wpatrywała się tylko zamglonym wzrokiem w stronę swojej siostry. Wiedziała, że nic już nie zmieni jej kontaktów z nią, ale postanowiła się spróbować… Może jednak jej się uda?
Po kilku minutach do przedziału wszedł Severus i usiadł naprzeciwko Lilyanne.
- Nie chcę z Tobą rozmawiać – powiedziała, odwracając twarz w jego stronę.
- Dlaczego? – zapytał, nie rozumiejąc.
- Tunia mnie z-znienawidziła. Z powodu tego listu od Dumbledore’a – odpowiedziała, a po policzkach spłynęły kolejne łzy.
- No to Co? – Sev wzruszył ramionami, przez co dziewczynka spojrzała na niego z odrazą.
- Jest moją siostrą!
- Jest tylko… - zamilkł. Lily i tak była zdołowana, nie chciał jej bardziej denerwować. Całe szczęście, ze akurat była zajęta ścieraniem łez z policzków! – nie usłyszała go. W końcu uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Ale jedziemy! To jest to! Jedziemy do Hogwartu!
Lily sięgnęła po chusteczkę, jakby nie zwracając na niego uwagi, ale widać było na jej policzkach mimowolny uśmiech radości.
- Dobrze by było, gdybyś trafiła do Slytherinu – powiedział Severus, widząc jej uśmiech.
W tym samym momencie uwagę na nich zwrócił chłopiec siedzący razem z nimi w przedziale. Był ubrany w drogie markowe ubrania, i sama jego poza – wygląd, doskonale świadczyła, że bardzo dobrze się nim opiekowano. Można też rzecz, że wprost go rozpieszczano! Ręką przejechał po swoich czarnych niesfornych włosach.
- Ktoś tutaj chce być w Slytherinie? Chyba się gdzieś przesiądę, a ty? – zapytał, odwracając się do innego chłopca, który siedział rozwalony naprzeciw niego. Miał on ciemne, brązowe włosy, brązowe oczy i można było powiedzieć, że jak dorośnie, to będzie naprawdę fascynującym mężczyzną, jeśli chodzi o urodę.
Kiedy jednak usłyszał słowa tamtego chłopaka, nie uśmiechnął się, tylko zamyślił.
- Cała moja rodzina była w Slytherinie – powiedział po chwili.
- Jasny gwint! A ja myślałem, ze z Tobą wszystko w porządku! – powiedział pierwszy chłopiec, na co tamten wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Może zerwę z rodzinną tradycją. A ty gdzie byś chciał być, jak byś mógł wybierać?
Czarnowłosy chłopiec wzniósł ręce w geście, jakby trzymał miecz.
- W Gryffindorze, gdzie kwitnie męstwa cnota! Jak mój ojciec – odpowiedział.
Sev prychnął na te słowa pogardliwie, na co oba chłopcy odwrócili się do niego jak na komendę.
- Przeszkadza ci to? – zapytał jeden z nich.
- Nie – odpowiedział Severus, choć uśmiechał się drwiąco przez cały czas. – Skoro wolisz krzepę niż mózg… - dodał, a uśmiech nieznacznie mu się poszerzył.
- A ty gdzie byś chciał trafić, skoro brakuje ci i tego, i tego? – zapytał brunet.
Drugi chłopiec wybuchnął śmiechem. Lilyanne, która na razie tylko przysłuchiwała się rozmowie chłopców, wyprostowała się, a policzki zaczerwieniły się jej z gniewu. Obrzuciła obydwóch pogardliwym spojrzeniem i wstała.
- Chodź, Severusie, znajdziemy sobie inny przedział.
- Oooooo…
Dwaj dowcipnisie zaczęli przedrzeźniać jej wyniosły ton. Lily zacisnęła tylko pięści z wściekłości i wyszła z dumnie uniesioną głową, ciągnąc za sobą ciężki kufer. Sev pofatygował się za nią, sprytnie mijając nogi czarnowłosego chłopca, który próbował go za pomocą nich przewrócić.
- Do zobaczenia, Smarkerusie! – zawołał, któryś z nich, zanim drzwi zamknęły się za nimi. – Boże, co to było? – dodał wybuchając śmiechem.
- Nie mam zielonego pojęcia, James – odpowiedział brunet, uśmiechając się leniwie. – Ale wiesz co… Chyba mam pomysł…
- Zaintrygowałeś mnie Syriuszu Blacku – powiedział chłopiec nazwany Jamesem, parodiując barwę głosu Lily.
- Co powiesz… - Syriusz specjalnie zamilkł i spoważniał. – Na mały zakład?
- Zakład? – zapytał James, szeroko się uśmiechając.
- Zakład – potwierdził nadal z poważną miną, choć w kącikach ust czaił się śmiech. – Doprowadzisz tę małą do szału w ciągu sześciu lat. Będziesz ją męczyć cały czas swoimi… Zalotami – uśmiech Jamesa poszerzył się. - Jeśli nie umówi się z tobą, aż do końca szóstej klasy… Przegrywasz zakład.
- A co będę mieć jeśli wygram? – Chłopak oparł się wygodnie o oparcie i spojrzał na krajobraz przesuwający się za oknem, głęboko się zamyślając. Takie zadanie jest banalnie proste – pomyślał.
- A czego żądasz?
- Powiem ci… Gdzieś w piątej klasie. Musze się dobrze nad nim zastanowić. Spełnisz każde moje życzenie?
- Każde.
- A gdyby mi się nie udało?
- Wtedy ty spełnisz moje.
- Zgoda.
- Zgoda.
- Zakład stoi.

---------------------------
Fragment historii (choć napisany - niecały - innymi słowami) pochodzi z książek o Harrym Potterze w przekładzie Andrzeja Polkowskiego.

Sephora

komentarze [1]


Demonique?
Never again will I hear you
Never again will I miss you
Never again will I fall to you
Never
Never again will I kiss you
Never again will I want to
Never again will I love you
Never!

Never Again - Kelly Clarkson

Ehh, nie ma to jak początki. I znów, i znów. Aż do znudzenia. ;]

Prolog 0.0

Warszawa.
Pustynia komunalna. Jedno, wielkie miejsce ogromnych zniszczeń.
Tak to dla mnie wyglądało. Wtedy. Lecz teraz nie widzę tych wszystkich głazów, zniszczonych budowli. Przed oczami stoi mi obraz olbrzymiej areny, na której z nużącą regularnością odbywają się walki.
Między kim a kim? Chcielibyście spytać.
Moja odpowiedź wielce, by was zadziwiła, gdyż rzekłabym: Między ludźmi a demonami.
Tak, dokładnie. Demonami. Stworami piekielnymi, które zostały zesłane wprost z najgorszych czeluści na zagładę rodzaju ludzkiego i jego planety - Ziemi.
Czy brzmi to absurdalnie? Być może.
Jednakże wszystko to, co zobaczyliście czy usłyszeliście jest prawdą, choć przeczy to rozsądkowi ludzkiemu.

Sephora

komentarze [4]





Favs.

Credits.
Html&Lay by Me.
Picture by DA